Nie tylko w szkole. O sile wspólnych rozmów

Ojciec rozmawia z córką

Czy dziecko musi chodzić do szkoły, żeby wiedzieć coś o mennictwie?​

– Pati, chodź zobaczyć. Fajne monety przygotowałem do pakietu w tematyce pirackiej!
– Hmm… Fajne, ale tata… to chyba się coś nie zgadza.
– Co masz na myśli?
– No bo mówiłeś kiedyś, że monety produkowali tylko królowie i władcy. Więc ta piracka w ogóle nie pasuje… No bo oni chyba nie mieli własnych monet, prawda?

Ta rozmowa wydarzyła się naprawdę. Zwyczajny poranek, ja przy komputerze, coś poprawiam w grafice. Pati podchodzi, patrzy, dopytuje. I nagle mówi coś, co sprawia, że się zatrzymuję i mam przed oczami nie ilustrację, ale proces. Ścieżkę, którą przeszła, żeby dojść do tego wniosku.

Bo przecież nie uczyli jej tego w szkole. Nie miała lekcji historii o mennictwie, nie oglądała wykładów z numizmatyki. To, co powiedziała, nie było „wyuczoną wiedzą”. To był efekt rozmów, historii, które opowiadam dzieciom, wspólnych dygresji, pytań i zabaw z wyobraźnią.

Wiedza spoza podręcznika

Wielu dorosłych wciąż traktuje szkołę jako główne źródło wiedzy. W teorii to zrozumiałe – spędzamy tam kilkanaście lat życia, ktoś coś tłumaczy, są sprawdziany i stopnie. Tylko że prawdziwe, głębokie rozumienie świata rzadko bierze się z testów. Bierze się z kontekstu.

Dzieci zapamiętują nie to, co im „wkładamy do głowy”, tylko to, co z czymś zwiążemy. Jeśli opowiadasz o tym, jak dawniej królowie bili monety, a potem – pół roku później – pokazujesz grafikę z piratem trzymającym złoty dublon, dziecko automatycznie łączy kropki. Sprawdza świat przedstawiony z tym, co już wie. I jeśli coś zgrzyta – mówi o tym.

To nie jest „wiedza z internetu”. To zdolność do przetwarzania informacji w kontekście, czyli coś, czego tak naprawdę powinniśmy uczyć dzieci od początku.

Nie tylko w szkole

Nie wiesz nigdy, kiedy dziecko się uczy. Naprawdę.
Ogląda bajkę? Może zadać pytanie o mechanikę lotu balona.
Bawi się klockami? Może zapytać, dlaczego niektóre dachy są spadziste.
Słucha rozmowy dorosłych? Nagle stwierdza, że inflacja to nie tylko coś „co rośnie”, ale coś, co wpływa na ceny w sklepie.

Większość tych momentów nie dzieje się w szkole. Dzieją się w samochodzie, przy kolacji, w łóżku przed snem, w lesie podczas spaceru albo w drodze na zajęcia z basenu. Wtedy, gdy dorośli często mentalnie są gdzieś indziej. A wystarczyłoby przyjąć pytanie dziecka na poważnie i dać mu odpowiedź. Albo lepiej – razem jej poszukać.

Domowa codzienność jako trening myślenia

U nas w domu dzieci mogą pytać o wszystko.
I często pytają. A my, rodzice, robimy co w naszej mocy, żeby odpowiadać – czasem z głowy, czasem z pomocą książek, czasem razem szukamy odpowiedzi. Czasem też zmyślamy historie, które mają coś wytłumaczyć albo obudować wiedzę fabułą. Bo dzieci lepiej zapamiętują to, co budzi emocje. A opowieści emocje budzą.

Nie chodzi tylko o wiedzę. Chodzi o umiejętność myślenia.
– zadawania pytań
– weryfikowania informacji
– kojarzenia faktów
– szukania logiki tam, gdzie „coś się nie zgadza”
– rozpoznawania niespójności i formułowania hipotezy

To wszystko się ćwiczy. I właśnie to zrobiła Pati, wypowiadając swój komentarz o pirackich monetach. Nie tylko „wiedziała”, że coś jest nie tak – potrafiła to ubrać w słowa i powiązać z wcześniejszymi rozmowami. Czy potrzeba czegoś więcej?

Czas, nie aplikacje

Wiem, że wielu rodziców ma wyrzuty sumienia, że nie mają czasu. Ale prawda jest taka, że czasem wystarczy 5 minut dobrej rozmowy dziennie. Nie potrzeba aplikacji edukacyjnych, fiszek ani gier z reklamą „uczy logicznego myślenia”.
Wystarczy być i opowiadać. Zadawać pytania. Czasem się zagapić i dać dziecku mówić.
Reszta naprawdę się zadzieje.

Dziecko, które dorasta w domu, gdzie pytania nie są karane, a ciekawość nie jest wyśmiewana, ma nie tylko wiedzę – ma gotowość do myślenia.

 

A to znaczy, że sobie poradzi. W szkole, w życiu i przy każdym zadaniu, które nie ma jeszcze rozwiązania.

Podsumowanie?

Zamiast kupować dziecku kolejną apkę „rozwijającą mózg” – usiądź i pogadaj.
Opowiedz historię.
Odpowiedz na pytanie.
Albo po prostu zapytaj:
– A jak ty myślisz, kto mógł produkować monety?

Reszta zrobi się sama.
Słowo harcerza. Albo raczej – taty.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry